Mimo że Zewnętrzna Galeria AMS zakończyła
działalność, jej plakaty zaczynają drugie życie. Obok Łaźni, gdzie prezentowana
jest dokumentacja działań galerii, zawisł billboard anarchistów. To trawestacja pracy
Marcina Maciejowskiego "Jak tu teraz żyć?". O galerii rozmawiamy z jej
kuratorem Markiem Krajewskim
Aleksandra Kozłowska: Co sądzisz o odpowiedzi anarchistów "Walczyć aby
żyć"?
Marek Krajewski, kurator projektu: Bardzo mi się podoba, to trafny i zdecydowany
komentarz. Gdańsk potwierdził swoje miano energetycznego centrum. Nie miałem okazji
poznać twórców, ale pozdrawiam.
Przypomnij, jak powstała Zewnętrzna Galeria.
- Pomysł narodził się dzięki samemu medium, czyli billboardom, które umieszczone są
w przestrzeni publicznej. Ich wykorzystanie nie powinno być wyłącznie reklamowe.
Pomyśleliśmy o korzyściach społecznych - promowaniu współczesnej sztuki, która
wystawiana w galeriach ma bardzo mało odbiorców. Wielu ludzi nie ma pojęcia o polskich
żyjących artystach, ich wiedza kończy się na Matejce i może awangardzie lat 20.
Galeria dawała szansę, by to zmienić. Poza tym w pozytywny sposób kształtowała
wizerunek firmy, czyli AMS-u, dyskretnie ją reklamowała.
Chyba nawet zbyt dyskretnie. Mówiłeś, że pretensje o słabo wyeksponowane logo
AMS-u stało się jedną z przyczyn Twojego - ojca całej idei - odejścia z projektu.
- Między innymi. Zmieniła się przede wszystkim koncepcja samych prac. Padła
propozycja, by były bardziej "plakaciarskie", w stylu "polskiej szkoły
plakatu".
Reakcje na plakaty były nieraz bardzo gwałtowne. Praca Katarzyny Kozyry w Gdańsku w
ogóle nie mogła się pojawić.
- Wiązało się to z wizytą papieża. W innych miastach plakat wisiał jeden dzień.
Protestował Polski Czerwony Krzyż, organizacje społeczne. Paradoksalnie, dla nas była
to cenna lekcja. Praca Kozyry odwoływała się do wojny w Kosowie, a nie narażając się
nikomu, można było z niej zostawić tylko kapustę i kalafiory. Naga postać kobiety
została zaklejona paskami papieru. Protesty wzbudziła też "Blizna po matce",
co było dla nas pewnym zaskoczeniem - nie ma tu gołego ciała ani wulgaryzmów. Jednak
pojęcie matki ma w Polsce specyficzne znaczenie i pewnie dlatego "Dziennik
Polski" posądził nas o satanizm.
A pozytywne reakcje?
- Z takimi wychodzili głównie artyści. Większości ten projekt się podobał. Na
początku zaprosiliśmy około 30 twórców, jako pierwszy zaistniał Paweł Susid i
"Złe życia kończą się śmiercią". Przez rok realizowaliśmy temat
"Kiedy inny staje się obcym". Później artyści sami się zgłaszali.
Przypomnij jeszcze działania galerii jednobillboardowej.
- Zaczęła się mniej więcej jednocześnie z Zewnętrzną. W kilku miastach powstawały
ręcznie robione plakaty komentujące konkretne miejsca, życie towarzyskie znajomych,
zmiany pór roku na Plantach. Słynna była akcja Rafała Bujnowskiego, który napisał
"Blanka, jestem w Poznaniu, zadzwoń!" i podał numer telefonu. Mnóstwo osób
dzwoniło i znalazła się też Blanka.
CSW Łaźnia, Gdańsk, ul. Jaskółcza 1. Czynne wt.-niedz. w godz. 12-18 do 23 listopada.
Wstęp wolny
|